captaincook - wyszukiwanie dla slowa - znajdują

Wyszukaj firmy z twojego miasta lubokolic według branży.

Tagi:

cennik mebli projekty tworzenia dane forum certyfikatów Agencji Baza realizacji przyrodniczych Rodzinnego damską osób kampanii Hostess prezentujący Prezenty dzieci rynku zdjęcia Poznania usług Firma telefonów ofertę Kierowców montażu kategorii nieruchomościami identyfikacji serwis opis urządzenia Interaktywnej reklam producenta reklamowe świadczącej sprzedażą meble jakie projektowaniem poleca fotograficznej produkcji okolicznościowych Tapety stron paracord wibroizolacja maszyn budynków torowisk stojaki obrotowe nieruchomości starogard gdański ogrody białystok

Rozstawił jej kosmetyki na toaletce, włożył suszarkę do jednej z

  • ogóle wiedział o tych stronach życia. On przecież był niczym beton:
  • Znowu. Przyjechała do Indiany, żeby nie myśleć o tym facecie,
  • się. Rodziny nic nie wiedzą.
  • wywieziony z Meksyku! Powiedzmy więc, że ty i Ross trochę
  • Wrócił z wielkim kartonem, w którym spoczywały różne, niepasujące
  • zauważyć. Cassidy domyśliła się, że to malinka i ścisnęło ją w żołądku. Ktoś tak mocno ssał piersi Angie, że zostawił ślad na delikatnej skórze. Cassidy poczuła, że krew odpłynęła jej z twarzy. Angie tego nie zauważyła. Pochyliła się i zaczęła dmuchać na paznokcie. Wtedy Cassidy dostrzegła następny siniak, na wewnętrznej stronie uda. Może po prostu się uderzyła? A może ten idealnie okrągły ślad zostawiły wargi Briga, który z dziką pasją ssał skórę Angie? Zebrało jej się na wymioty. - Dzięki wielkie! - rzuciła Angie. Cassidy bez słowa odwróciła się na pięcie i wybiegła z pokoju, trzymając się za brzuch. Żałowała, że zobaczyła ślady, które mówiły same za siebie. Ale co z tego, że Angie ma malinki? Przecież umawiała się z tysiącami chłopaków. Tak, ale zeszłej nocy była z Brigiem. Cassidy widziała ją wcześniej, kiedy pływała nago w basenie i wtedy jeszcze nie miała malinek. Wprawdzie było ciemno, ale... O Boże, nie chciała myśleć o tym, że Brig najpierw kochał się z Angie, a potem z nią. To było chore. Pobiegła do łazienki i zwymiotowała. Idiotka! Zrobiła z siebie idiotkę. Brig musi mieć teraz niezły ubaw. Wydało się, że Cassidy jest w tych sprawach kompletnie zielona. Wystarczyło tylko, że jej dotknął, a zaczęła się wyginać, błagając go w milczeniu, żeby zrobił z nią to, co ogiery robią z klaczami. Zachowywała się jak podniecone zwierzę. Spuściła wodę, a potem pochyliła się nad umywalką i tak mocno szorowała zęby, że pewnie zdrapała z nich trochę szkliwa. Poszła do stajni, ale Briga tam nie było. Na wybiegu pasł się Remmington. Cassidy miała wrażenie, że wszystko jej się tylko przyśniło. Że to jedynie głupia fantazja nastolatki. Postanowiła, że będzie się zachowywać tak, jakby między nią a Brigiem nic się nie zdarzyło. - Wyglądasz, jakby cię przekręcili przez maszynkę. A z bliska, to nawet jakby cię przekręcili dwa razy. - Chase, ubrany w wyblakłe dżinsy, w zniszczonych skórzanych rękawiczkach wysypywał żwir na podjazd, zapełniając nim wyrwy. W kąciku ust miał wykałaczkę. Jego skóra świeciła od potu. Brig zsiadł z motoru. Strzyknęło mu w krzyżu. - I mniej więcej tak się czuję. Bolały go wszystkie mięśnie i stawy. Marzył o butelce zimnego piwa i o tym, żeby walnąć się do łóżka tak jak stoi. Gdyby mógł, spałby całą dobę. Może wtedy pozbyłby się gryzącego poczucia winy wobec Cassidy. Może wtedy przestałby marzyć, że leży nago obok niej i kocha się z nią godzinami, przez całą noc. Cholera, podniecał się na samą myśl o niej. Strużka potu spłynęła mu po kręgosłupie. A co z Angie? Do cholery, co z nią zrobisz? - Upolowałeś coś w nocy? Brig zdobył się na wymuszony uśmiech. - Zbiegłego kuca. Ten uparty osioł Cassidy mnie zrzucił. - Wykrzywił się i wyprostował rękę. - Akurat. - Chase przechylił taczki i wytrząsnął z nich żwir, a potem grabiami wyrównał powierzchnię. - Pomóc ci? - Już kończę. - Jednym słowem, wiem, kiedy przyjść. Chase wsparł się na drążku grabi i podrapał się w brodę. - Wiesz, widziałem dziś w mieście Angie. - Tak? - Tak. - Chase sprawiał wrażenie zamyślonego. Gdzieś zniknęła jego zadziorność. - To straszne, ale muszę przyznać, że jest najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widziałem. - Podoba ci się dlatego, że ma pieniądze - przypomniał mu Brig. - To jej kolejna zaleta - przyznał Chase. - Ale jej uroda nie ma nic wspólnego z pieniędzmi. - Uśmiechnął się ponuro, jakby się wstydził tego, że zwraca uwagę na coś więcej niż wszechmocnego dolara. - Boże, chyba nie wiem, co mówię. Zresztą, co tu dużo gadać, jest piękna. - Jeżeli lubisz kłopoty... Oczy Chase’a nie były promienne jak zwykle, ale uśmiechał się szeroko, ukazując równe zęby. - A od kiedy ty nie lubisz? - Kłopoty bywają różne. Ja mówię o takich, które ciągną się za człowiekiem do grobowej deski. Z Angie Buchanan mogą być takie. - Pewnie masz rację, ale zrobiłbym wszystko, żeby była moja. - Pociągnął taczki z powrotem i zaczął przerzucać żwir łopatą. Kamyki uderzały o metalowe dno. Brig wcisnął ręce do dziurawych kieszeni levisów. - Chce, żebym z nią poszedł na przyjęcie do Caldwellów. - Jezu... - Chase zamarł na chwilę, a potem wrócił do pracy. - Pójdziesz?
  • Wyjął kasetę z systemu nagrywającego i włożył do odtwarzacza
  • była bardzo zmęczona. Cały dzień składał się z opóźnień
  • posiłek.
  • - Miałeś przy sobie broń już na lotnisku? Rzucił na nią okiem
  • 2
  • Jedną z nich była twarz mężczyzny, który wyrwał jej z rąk dziecko.
  • ciała wyrażała prawdziwe myśli i uczucia. Diaz bardzo to szanował.
  • „Poszukiwacze") z przodu. Brian był opalony na brąz, ale białe

Strona główna

Wyszukaj stronę

Dodaj stronę

Wyniki wyszukiwania dla słowa:znajdują


pięć centymetrów wyższy niż przed kilkoma sekundami. W jego oczach pojawił się dawny blask. - Jeżeli jeszcze raz usłyszę, że źle o nich mówisz, to osobiście wleję ci pasem, a potem się z tobą rozwiodę. - Nie zrobiłbyś tego. Przecież jesteś wierzący. Uśmiechnął się szyderczo. - W porządku. Jeżeli się nie rozwiodę, to cię zabiję. Proste. Myślę, że Bóg mi jakoś wybaczy. - Odwrócił się i wszedł do stajni. Dena, która ledwie nad sobą panowała, przyglądała się, jak wybiera numer wewnętrzny telefonu. Oparła się o płot i z przerażeniem usłyszała urywki rozmowy Reksa z Cassidy, ich córką, której prawie nie zauważał, gdy żyła Angie. Kazał jej wydrukować wszystko o Sunny McKenzie i o tym, że urodziła Reksowi Buchananowi dziecko, Buddy’ego McKenzie, znanego jako Willie Ventura, który od tego dnia będzie uznany za jego syna. Będzie się nazywał Willie Buddy Buchanan. - O Boże, nie. - Pod Dena ugięły się kolana. Oczami wyobraźni już widziała skrywane uśmieszki, które zauważy kątem oka, gdy będzie klękać na mszy, szepty na tyle głośne, że idąc przez miasto bez przerwy będzie słyszeć imię Sunny, chrząkanie i chichoty na oficjalnych spotkaniach. Część jej duszy umarła. Była przerażona i poniżona. Nie dawała jej spokoju myśl, że jest tylko sekretarką Reksa, która miała na tyle rozsądku, żeby zajść w ciążę po śmierci Lucretii, świętej Lucretii, i zostać następną panią Buchanan. Ale zawsze była tą następną. Żoną numer dwa. Nigdy nie miała takiego wpływu na męża, jaki nawet zza grobu miała Lucretia. Ani nie fascynowała Reksa tak, jak Sunny McKenzie, półkrwi Indianka, wróżka. Usłyszała, że Rex odkłada słuchawkę. Znowu stanął przy niej, mrużąc oczy w ostrym słońcu. Jego wściekłość zniknęła. Zachowywał się tak, jakby dopiero co odszedł od konfesjonału albo dał na cele charytatywne czek wartości pięćdziesięciu tysięcy dolarów. - Ulżyło mi, Dena - przyznał, uśmiechając się życzliwie. Nie przypominał w niczym człowieka, który przed chwilą groził, że ją zabije. - O wiele za długo z tym zwlekałem. Ale z niego prostak. Już dawno stracił wigor, dzięki któremu tak dobrze mu się wiodło. - Boże, Rex, nie masz pojęcia, co zrobiłeś. - Oczyściłem sumienie, kochanie - wyjaśnił jej czule, zupełnie jakby mówił serio. - Odzyskałem spokój. - I co teraz? Spojrzał w czyste i błękitne niebo. - Teraz mogę umrzeć w każdej chwili, gdy Bóg zechce mnie zabrać do siebie. Czasami w domu atmosfera była tak napięta, że Cassidy nie mogła tego znieść. Groźne spojrzenia, krótkie odpowiedzi, wszechobecne wrażenie nadciągającej burzy, która może rozszaleć się w każdej chwili, kiedy byli razem w pokoju. Chase zatopił się w pracy, którą posłaniec przynosił z biura, albo zajęty był ćwiczeniami rehabilitacyjnymi z terapeutą, który przychodził dwa razy dziennie, rano i po południu. Zawziął się, żeby dojść do formy najszybciej jak to możliwe. Starał się nie przebywać z Cassidy sam na sam, ale nie miała wątpliwości, że czasami się jej przygląda bez wrogości. Nie potrafił być nieczuły na jej wdzięki tak, jak by tego chciał. Czuła żar jego spojrzenia na plecach, gdy pływała w stawie. Każdego lata, wcześnie rano, zaraz po wschodzie słońca, kiedy woda była jeszcze lodowata, a gwiazdy zaczynały dopiero znikać, zabierała ręcznik i szła nad staw. Zrzucała szlafrok na brzegu i pływała nago. Robiła tak zawsze, odkąd mieli staw. Na początku Chase często wchodził za nią do wody. Przez kilka minut się jej przyglądał, a potem do niej podpływał. Kochali się w wodzie albo zanosił ją roześmianą do domu i rzucał mokrą i zziębniętą na łóżko. Po latach przestał do niej przychodzić, przestał okazywać jej zainteresowanie, przestał się z nią kochać. Zastanawiała się, czy ma kochankę, ale to nie było w jego stylu. Nie miała zresztą żadnego dowodu, ani nie słyszała plotek o tym, że ma romans. Raz go nawet o to spytała. Wyśmiał ją. A potem się z nią kochał. Nie czule, ale dziko, ze złością, jakby starał się wyrzucić z siebie demony, które trzymał w tajemnicy przed nią. Teraz znowu zwracał na nią uwagę. Zawiązała mocno pasek szlafroka talii i wyszła tylnymi drzwiami, które zamknęły się z trzaskiem. Szła boso alejką, która przecinała ogród i trawnik. Płytki się skończyły i Cassidy znalazła się na piaszczystej ścieżce, wijącej się wśród spalonej słońcem trawy, która łaskotała ją w łydki i kolana, kołysząc się na wietrze. Jak zawsze, odkąd zrobiło się gorąco, zostawiła szlafrok pod drzewem, zrobiła trzy kroki na piaszczystej plaży i wbiegła do wody. Była zimna niczym arktyczny prąd. Paliła ją w skórę. Zanurkowała głęboko i opłynęła staw. Poczuła mrowienie na ciele. Wypłynęła na powierzchnię lodowatej wody, odgarnęła włosy z oczu i wzdrygnęła się z zimna. - Fajnie? - Miała wrażenie, że głos Chase’a poniósł się echem w porannym powietrzu. Stał na brzegu, wsparty na kuli, w znoszonych dżinsach bez jednej nogawki z powodu gipsu. Nie miał na sobie koszuli. Dwa tygodnie temu zdjęli mu opatrunek z oka. - Wspaniale. - Szła przez wodę, świadoma, że jej piersi są białe w ciemności, a okrągłe brodawki widać spod fal. Tak samo, jak Angie, kiedy przed laty zwabiła Briga do basenu. - Może się przyłączysz? ludzi. Kobieta silniej chwyciła się drzewa i utrzymała pozycję. 120 mogła nic wyczytać z jego ciemnych oczu, ale widziała w nich żywy - Nie musiałem przechodzić przez bramkę wykrywacza metali. konto bankowe, uratuję, co się da. Zadzwonię wieczorem do - Winy! - Julia cofnęła się o krok, jej twarz wyrażała kompletne mówiła dalej - który najwyraźniej także interesował się tymi czterema, szczególnie wieczorem. Większość stanowili tacy mężczyźni, z Chase znika za patio i opanowało ją dziwne wrażenie. Poczuła coś innego niż wściekłość. Coś głębszego i niepokojącego, czego za żadne skarby świata nie była w stanie zrozumieć. 20 Cassidy rzuciła torebkę na kanapę w gabinecie i zdjęła buty. Była sama. Znowu. Jak przed pożarem. Chase trzymał się z daleka. Od niej. Od domu. Spędzał całe godziny w biurze w mieście albo u terapeuty, albo gdziekolwiek indziej, byle nie w domu. Często wychodził zanim ona wstała i nie było go do północy albo dłużej. Czuła, że coraz bardziej się od niej oddala. Chciała z nim porozmawiać, ale wymawiał się pracą. Twierdził, że musi odbudować tartak i doprowadzić do tego, żeby robota szła pełną parą. W pożarze spłonęły plany budowy nowego biura, które miało zastąpić metalowy barak. Dział rachunkowości starał się odtworzyć wydatki, przychody i rubryki zysków i strat, przeszukując ocalałe dokumenty, dzwoniąc do firm, które kupowały drewno, do przedsiębiorstw transportowych i dostarczycieli drewna, próbując w ten sposób zebrać dane. Chase twierdził, że nie widać końca tej pracy, ale Cassidy podejrzewała, że szuka wymówki, żeby jej unikać. Może jest już dla nich za późno? Pływała każdego ranka, ale Chase nigdy więcej za nią nie wyszedł, a kiedy go dotykała, zawsze szybko się odsuwał. Nie chciał rozmawiać o tym, co zaszło między nimi tamtego poranka przy stawie. Kiedy poruszała ten temat, wychodził z pokoju albo stwierdzał dosadnie: - To był błąd. Nie rób z tego wielkiego halo. Czasami jednak przestawał się pilnować, a wtedy widziała jego inne oblicze, skromnego człowieka z poczuciem humoru, któremu nieobce są wyrzuty sumienia. Jego stan fizyczny stopniowo się poprawiał. Mógł już swobodnie jeździć samochodem do miasta, bez problemów poruszał się po domu i patrzył obojgiem oczu. Wyglądało na to, że wszystko będzie dobrze. Blizny na twarzy były jeszcze widoczne, bo poparzona skóra nie zdążyła się zagoić, ale kiedyś Chase będzie wyglądać jak dawniej, będzie chodził bez kul, będzie tym samym człowiekiem, od którego postanowiła odejść. A kiedy całkowicie wydobrzeje, nie będzie żadnego powodu, żeby mieszkał w tym domu. Nie będzie żadnego powodu, żeby utrzymywać to małżeństwo. Nie miała pojęcia, dlaczego nagle stało się to dla niej takie ważne. Przed pożarem była o krok od tego, żeby się z nim rozwieść. Ale dopiero to straszliwe wydarzenie uświadomiło jej, jak niewiele brakowało, żeby straciła męża na zawsze. Wiedziała też ponad wszelką wątpliwość, że jego brat nie żyje. Potwornie bolała ją głowa. Wzięła dwie aspiryny i przyniosła sobie kawę do gabinetu. Nie zawracała sobie głowy kolacją. Zbyt wiele wieczorów czekała chociażby na telefon od Chase’a, na darmo podgrzewając kolację na wolnym ogniu. Godziny mijały, ona traciła apetyt, a świeczki się dopalały. Pomasowała sobie kark, wybrała kilka ulubionych płyt kompaktowych i wsunęła je do odtwarzacza. Muzyka wypełniła pokój. Cassidy otworzyła teczkę i włożyła dyskietkę do komputera. Nucąc piosenkę razem z Paulem McCartneyem, drukowała informacje zebrane w pracy. Informacje o obu pożarach i o Marshallu Baldwinie. Kilka ostatnich dni spędziła w redakcji, łącząc się za pomocą poczty elektronicznej z agencjami prasowymi z całego kraju, zwłaszcza z terenu Los Angeles w Kalifornii i z Alaski. Miała nadzieję, że dowie się czegoś o wcześniejszym życiu Baldwina, ale jak na razie na nic się nie natknęła. Wyglądało na to, że ten człowiek nie istniał, zanim przeprowadził się na północ. Jego życie zaczynało się od momentu, kiedy dostał pracę przy rurociągu. Cassidy zamknęła pióro i przejrzała notatki. Kiedy Bill Laszlo pytał ją o Marshalla Baldwina, niewiele o nim wiedziała, jednak z każdym dniem dowiadywała się coraz więcej. Skontaktowała się z kolegą, z którym pracowała w Denver, a który potem przeniósł się do stacji telewizyjnej w Juneau. Zadzwoniła do gazet, na policję, do urzędu meldunkowego, a nawet do człowieka, który podobno miał zdolność odnajdywania ludzi. Nazywał się Michael Foster, był przykuty do wózka inwalidzkiego i miał system komputerowy połączony z agencjami na terenie całych Stanów Zjednoczonych i świata. Słynął z tego, że jest w stanie odnaleźć ludzi, nawet jeżeli nie chcą zostać znalezieni. Cassidy nie miała pojęcia, czy miał dostęp do baz danych urzędu statystycznego, Biura Bezpieczeństwa Narodowego czy telekomunikacji, ale nie ulegało wątpliwości, że sparaliżowany Foster jest genialny. Dowiedziała się o nim pięć lat temu i chciała do niego zadzwonić, żeby pomógł jej odnaleźć Briga, ale doszła do wniosku, że to nie najlepszy pomysł, bo i bez tego nie było jej łatwo w małżeństwie. Jednak teraz nic nie stało na przeszkodzie, żeby zadzwonić, zapytać o Briga i wszystkich, którzy mieli jakikolwiek związek z Marshallem Baldwinem. Wynajęła również prywatnego detektywa z Anchorage, który był gotów zbadać każdy szczegół z życia Marshalla Baldwina, prześledzić jego historię od początku, od czasów, kiedy był nikim i pracował przy rurociągu. Oswald Sweeny, prywatny detektyw, był człowiekiem niepozornym, ale dociekliwym. Niedawno w Oregonie pomagał odnaleźć zaginionego spadkobiercę. Sweeny zapewnił Cassidy, że nie będzie szczędził sił i przekopie całą tundrę, żeby dowiedzieć się wszystkiego o samotnym milionerze z Alaski. Po rozmowie z Ripem Milla zadzwoniła do biura. Odebrała - Nigdzie się nie wybieram. Może zapytam cię w następnym dokładnie umyć rąk. Nie miał czasu szukać Justina. Mógł tylko - Mhm - nie czuła się przekonana. - Nie, nic nie wypłynęło.


Dolnośląskie
Bardo, Bielawa, Bierutów, Bogatynia, Bolesławiec, Bolków, Brzeg Dolny, Bystrzyca Kłodzka, Chocianów, Chojnów
Kujawsko-Pomorskie
Aleksandrów Kujawski, Barcin, Brodnica, Brześć Kujawski, Bydgoszcz, Chełmno, Chełmża, Chodecz, Ciechocinek, Gniewkowo
Lubelskie
Bełżyce, Biała Podlaska, Biłgoraj, Bychawa, Chełm, Dęblin, Frampol, Hrubieszów, Janów Lubelski, Józefów
Lubuskie
Babimost, Bytom Odrzański, Cybinka, Czerwieńsk, Dobiegniew, Drezdenko, Gorzów Wielkopolski, Gozdnica, Gubin, Iłowa
Łódzkie
Aleksandrów Łódzki, Bełchatów, Biała Rawska, Błaszki, Brzeziny, Działoszyn, Głowno, Kamieńsk, Koluszki, Konstantynów Łódzki
Małopolskie
Alwernia, Andrychów, Biecz, Bochnia, Brzesko, Brzeszcze, Bukowno, Chełmek, Chrzanów, Ciężkowice
Mazowieckie
Białobrzegi, Bieżuń, Błonie, Brok, Brwinów, Chorzele, Ciechanów, Drobin, Garwolin, Gostynin
Opolskie
Baborów, Biała, Brzeg, Byczyna, Dobrodzień, Głogówek, Głubczyce, Głuchołazy, Gogolin, Gorzów Śląski
Podkarpackie
Baranów Sandomierski, Błażowa, Brzozów, Cieszanów, Dębica, Dukla, Dynów, Głogów Małopolski, Iwonicz-Zdrój, Jarosław
Podlaskie
Augustów, Białystok, Bielsk Podlaski, Brańsk, Ciechanowiec, Czarna Białostocka, Dąbrowa Białostocka, Drohiczyn, Goniądz, Grajewo
Pomorskie
Brusy, Bytów, Chojnice, Czarna Woda, Czarne, Czersk, Człuchów, Debrzno, Dzierzgoń, Gdańsk
Śląskie
Będzin, Bielsko-Biała, Bieruń, Blachownia, Bytom, Chorzów, Cieszyn, Czechowice-Dziedzice, Czeladź, Czerwionka
Świętokrzyskie
Bodzentyn, Busko Zdrój, Chęciny, Chmielnik, Ćmielów, Działoszyce, Jędrzejów, Kazimierza Wielka, Końskie, Kielce
Warmińsko-Mazurskie
Barczewo, Bartoszyce, Biała Piska, Biskupiec, Bisztynek, Braniewo, Dobre Miasto, Działdowo, Elbląg, Ełk
Wielkopolskie
Bojanowo, Borek Wielkopolski, Chodzież, Czarnków, Czempiń, Czerniejewo, Dąbie, Dobra, Dolsk, Gniezno
Zachodniopomorskie
Barlinek, Barwice, Białogard, Biały Bór, Bobolice, Borne Sulinowo, Cedynia, Chociwel, Chojna, Czaplinek

Copyright © captaincook.pl